Summer memories TURKEY
19:57.jpg)
Jak wiecie kilka dni temu wróciłam z cudownych wakacji w Turcji, aż żal było opuszczać to piękne miejsce, ale urlopy w końcu się kończą i czas wracać do rzeczywistości, czyli do starej, zapyziałej Częstochowy. Może i wyrażam się w okrutny sposób o miejscu w którym się urodziłam i w którym cały czas mieszkam, ale taka jest prawda! Więcej na ten temat za jakiś czas, teraz powróćmy do wakacji. Dzisiaj będzie taki mały mix zdjęć z całego pobytu, za to jutro zabiorę was na rejs statkiem po pięciu wyspach. Będzie trochę modowo i podróżniczo, ale to jutro, dzisiaj tak jak pisałam: mix i krótki opis tego jak wyglądała moja podróż oraz co porabiałam w Turcji.
Pobudka o piątej rano, powolne zwlekanie się z łóżka (po co się spieszyć?), mozolna podróż po schodach w stronę łazienki- PORANNE ORZEŹWIENIE POD PRYSZNICEM, ubieranie i wielki dylemat, które buty założyć? Szybkie śniadanie i ruszamy w stronę Katowic. Byłam tak bardzo podekscytowana tym wyjazdem, że odechciało mi się spać! Na lotnisko: dwu godzinne oczekiwanie na samolot... Huraa! W końcu się zjawia, wchodzimy na pokład i lecimy. Lot do Turcji przebiegł całkiem w porządku, lekkie zawroty głowy przy startowaniu, lądowaniu i ewentualnych skrętach samolotu były do przeżycia. Na miejscu odebrała nas miła rezydentka biura Wezyr. Wszyscy zapakowali się do autobusu, już mieliśmy wyruszać w stronę naszych hoteli kiedy okazało się, że brakuje Państwa Koźlik czy jak im tam było. Nie dość, że robili problemy w samolocie w sprawie miejsc -Bo ja mam miejsce G a mąż miejsce 26(rząd) to jak to jest? Gdzie siedzimy? (aż krew chcę człowieka zalać), to jeszcze pogubili się na lotnisku w Turcji. Całe szczęście, że nie wsiedli do innego autobusu. Z nimi to wszystko było możliwe.
Po długich wyczekiwaniach i kilkunastominutowym transporcie, dotarliśmy wreszcie pod nasz hotel: Bodrum Beach Resort. Od razu napiszę, że wszystkim go gorąco polecam! Jedzenie urozmaicone- bardzo dobre, duże, czyste pokoje- nam trafił się pokój z widokiem na morze, obsługa bardzo miła oraz trzy fajne baseny. Jedynym minusem była brudna i wąska plaża. Dało się ją jakoś przeżyć jeżeli ktoś szedł tylko do wody a nie na opalanie.
Trzy dni naszego czasu poświeciliśmy na wycieczki m.in do Dalyan i dwa razy na rejs statkiem. W dni wolne od wycieczek wypoczywaliśmy nad basenem popijając drinki bez palemek i zimne piwko. Wieczorami wychodziliśmy na spacery do Gumbet (taka jakby dzielnica Bodrum) około 5 minut drogi na nogach z hotelu oraz do centrum Bodrum około 25 minut. Siedem dni a dokładnie to sześć i pół dni szybko minęło, czułam lekki niedosyt kiedy wyjeżdżałam, przydałyby się dodatkowe dwa dni.
Na koniec pobytu, a dokładnie w ostatni dzień rozchorowałam się. Na szczęście nie była to żadna Zemsta Faraona, która podobno często zdarza się w krajach arabskich tylko ostre przeziębienie od klimatyzacji. Pamiętajcie nigdy nie nastawiajcie klimatyzacji na 18 stopni kiedy na dworze panuje wysoka temperatura (35 stopni i więcej), bo katar macie murowany. Ja niestety popełniłam ten błąd i się rozłożyłam. A co do Zemsty Faraona, pijąc czystą wódkę nie powinna was dopaść, tak czy inaczej warto zabrać ze sobą jakieś leki lub ewentualnie kupić je na miejscu, w Turcji są one bardzo tanie.
Ostatniej nocy pobudka o drugiej trzydzieści nad ranem, ostatni widok z balkonu nad Zatokę Gumbet i czas się zbierać. Wyruszyliśmy transferem z pod hotelu w stronę lotniska, kiedy nagle Pani z Wezyra poinformowała nas, że musimy poczekać pięć minut na dwie osoby z innego hotelu. Pięć minut minęło, dziesięć minut minęło, piętnaście minut minęło, myślę co jest? czyżby Państwo Kozik mieli z nami jechać? Po dwudziestu minutach wreszcie wyjechaliśmy.
Na lotnisku czekała nas trzy krotna odprawa z czego przy jednej czekaliśmy chyba z półtorej godziny bo państwo al'a ,,Wojciech Cejrowski" nie wiedzieli czy wózek z dzieckiem nadać jako bagaż rejestrowany czy może nadać go bez dziecka? Po jakiś 20 minutach okazało się ze będzie to jednak bagaż podręczny.
Po długim wyczekiwaniu w kolejce do odprawy a następnie po oczekiwaniu na samolot wreszcie wpuszczono nas na pokład i w tedy poczułam ogromne zmęczenie- Idę spać! Lot powrotny był najgorszym lotem w moim życiu, podczas lądowania początkowo zatkało mi uszy, następnie poczułam niemiłosierne ból(kłocie) w uchu i ogłuchłam.Nic nie dawało ziewanie i połykanie śliny. Ból ustąpił dopiero po godzinie od wylądowania i wtedy też odzyskałam słuch. Nikomu tego nie życzę, była to najgorsza rzecz jaka mogła mnie spotkać a to wszystko przez klimatyzację od której zachorowałam.
Ale się rozpisałam, normalnie jak nigdy. Dziękuje tym którzy dobrnęli do końca, mam nadzieje ze was nie zanudziłam.
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
0 komentarze
Serdecznie dziękuje za wszystkie komentarze :)
Jeżeli jesteś anonimowy proszę podpisz się swoim imieniem :)